wtorek, 24 czerwca 2014

Wprowadzenie

Cześć :)
Dzisiaj dorwałam książkę "Pokonaj depresję, stres i lęk, czyli terapia poznawczo-behawioralna w praktyce" autorstwa Dr Stephena Briersa. Jestem w trakcie jej czytania, ale postanowiłam swoje doświadczenia z nią związane (i moje ćwiczenia) opisać tutaj. Może kiedyś komuś to pomoże.
Teraz trochę autoprezentacji :)

Mam 31 lat i od ponad 12 lat żyję z przyczepioną do mnie nerwicą. Właściwie to ona decyduje o większości moich poczynań a raczej ich braku. Opiszę pokrótce moje życie przed i w trakcie nerwicy.
Dzieciństwo miałam wstrętne, począwszy od wykorzystywania seksualnego przez ojca, alkoholizmu matki, braku zrozumienia i wsparcia z zewnątrz jak i później mąż z trudnym charakterem.

Pierwsze symptomy nerwicy jakie pamiętam, to:
5-18 lat:
- lęk wysokości, ale jednak wchodziłam na karuzele itp i dosłownie z zamkniętymi oczami wytrzymywałam te "tortury" sama nie wiem w imię czego, chyba by nie poczuć się odrzuconą, gorszą.
-wywołałam u siebie wysoką gorączkę bo bałam się sprawdzianu w szkole, a chora nie byłam; uważam to za objaw somatyczny, który "siłą woli - umysłu" już wtedy "potrafiłam wywołać"
-bóle brzucha w szkole - potem wycięto mi wyrostek, ale brzuch nadal bolał - w późniejszych latach kilka razy chciano mi wycinek wyrostek, którego już nie miałam :P
-bóle w klatce piersiowej po wysiłku fizycznym wywołane przez szybkie tętno

W wieku 18 lat te objawy zaczęły się gwałtownie nasilać. Wiąże się to z momentem nie tyle "dorosłości", co z wyprowadzką z toksycznego domu. Siła z jaką nerwica we mnie uderzyła była straszna. Początkowo, przez pierwsze 2-3 miesiące pojawiały się objawy somatyczne typu mdłości, bóle brzucha, wewnętrzny niepokój, ale albo podejrzewałam ciąże albo coś innego, ale objawy szybko mijały, więc "nie panikowałam". W wieku niespełna 19 lat, podczas wyjazdu do Warszawy dopadł mnie pierwszy prawdziwy atak paniki. Myślałam, że umrę. Poty, biegunka, duszności, ból brzucha itp. Wszystko na raz i z dużą siłą.
Od tamtego momentu było już tylko gorzej. Mnóstwo badań, leków, schudłam 15kg. Rok później zaszłam w ciążę, więc Xanax poszedł w odstawkę, ale lęki sprawiły, że ciężko mi było przejść przez ciążę, nie wspominając o porodzie.... Bałam się wyjść z domu. Jak zamykałam drzwi, to dopadał mnie atak paniki. Jak ktoś przychodził do nas, to również ataki miałam. Koszmar.
Sytuacja nie poprawiła się nawet jak mój 2-miesięczny synek trafił do szpitala. Nie potrafiłam z nim być - był wtedy z synem mój obecny mąż, ojciec synka. Dokonałam tego, że wyszłam z mieszkania, poszłam do szpitala, weszłam na 6 piętro na pediatrię, ale w momencie kiedy zamknęły się za mną drzwi z zatrzaskiem to już nie wytrzymałam i uciekłam. Miałam z tego powodu wyrzuty sumienia i to ogromne, ale ta sytuacja pomogła mi w jednym - pozbyłam się depresji poporodowej i wreszcie pokochałam prawdziwą miłością mojego synka.

Z J. (ówczesnym partnerem, obecnym mężem) też łatwo nie było. Z początku próbował mnie wspierać, dopóki nie było wiadomo, że to nerwica, a był strach, że choroba. Jednak pewnie sami wiecie, że osoba, która sama nie przeżyła stanów lękowych, nie jest w stanie zrozumieć tej choroby. Dochodziły do tego ciągłe kłótnie o wszystko. Ciężko było nam dotrzeć do siebie, mieliśmy inne zdania w wielu sprawach, a oboje jesteśmy uparci i darliśmy koty, co raczej nie pomagało w nerwicy...
Do tej pory mijamy się w wielu kwestiach, ale jakieś postępy na przestrzeni lat są, choć uważam, że większość jest za sprawą mojej pracy nad sobą, bo J. nie zmienił się za wiele. W jednym momencie potrafi być czuły a za 2h coś się "przełączy" i robi kłótnie o jakieś sprawy, a argumentów nie słucha - ma przysłowiowe klapki na oczach i uszach. Prawdziwa jest tylko i wyłącznie jego wersja itp.
Ciężko jest żyć w takim braku poczucia bezpieczeństwa emocjonalnego, ale mam zamiar to zmienić :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz